|
|
czwartek, 25 stycznia 2007
i jeszcze jedno.................
hmmmmmmmczy?
W każdym związku bardzo ważna jest tolerancja. Wiadomo, aby ze sobą żyć należy się tolerować, akceptować po prostu pokochać zalety i wady tej wspaniałej osoby. Tolerancja jest bardzo ważna!!! Należy dać prawo do wypowiedzi własnego zdania, nie możemy wyśmiewać takiego zdania, powinniśmy je zaakceptować przecież nie musimy się od razu przekonać do niego i zmieniać własne poglądy, ale musimy dać szanse i wysłuchać ukochaną bądź ukochanego!!! Również bardzo ważne jest to, aby zaakceptować np. styl ubioru. Każdy ma jakiś określony swój styl zarówno ubioru jak i słuchania muzyki i ogóle stylu życia. Zawsze, jeżeli chcemy komuś wmówić, że nie ma racji bądź się myli, że mamy inne zdanie owszem możemy je wyrazić, ale nie możemy znieważać innej osoby. Jeżeli dobraliśmy się to wiadomo, że partner musiał nam się spodobać! Nieprawdaż? Po co chcieliśmy się z nim wiązać? Po to żeby sobie go ustawić na swoich torach, na swojej drodze? Przecież skoro było w nim czy niej "to coś" to, dlaczego teraz chcemy tą osobę przekształcić i zmienić w niej styl ubioru, zachowanie, towarzystwo, z którym przebywa, muzykę, jaką niegdyś słuchał. Jeżeli jednak nie potrafimy zaakceptować wielu sytuacji czy raczej cech danej osoby to chyba nie jest prawdziwa miłość. Postarajmy się i dajmy szansę naszej ukochanej osobie!!! Tolerancja to również bardzo ważna i cenna cecha charakteru!!! Jeżeli kogoś kochamy to chcemy być zawsze obok. Śmiać się, kiedy jest wesoło pomagać, kiedy są problemy. Miłość nie polega tylko na szczęściu. Jest to dzielenie się tym dobrym i złym. Szkoda, ze nie wszyscy tak to rozumieją.
czwartek, 21 grudnia 2006
z bezsennosci....
Unos dos tres catorce!
Pierwsze takty.. Dobrze nastraja, w odpowiednie uderza struny, melodyjnie komponuje się z całokształtem mojego nastroju. Pobudza do życia..
Lights go down, it’s dark
The jungle is your head
Can’t rule your heart
A feeling is so much stronger than
A thought...
Przyszlam tu znowu. Z całą masą pytań, z brakiem sensownych a czasem nawet jakichkolwiek odpowiedzi. Przyszlam nie po to, żeby się wyżalić, albo żeby móc się wynarzekać.. przyszlam.. pogadać sobie. Ot tak.. przyszlam własne usłyszeć myśli, uśmiechnąć się do nich, albo też całkiem o nich zapomnieć. Nie, nie zamierzam ich selekcjonować.. zamierzam.. pozwolić im trwać..
Zastanawiam się - w czas, jak zawsze - czy mam coś do powiedzenia. Czy jest jakiś temat, który chciałabym poruszyć, byśmy mogli się wspólnie wybrać w słów wędrówkę. I, jak zawsze można dodać, do podobnych wniosków dochodzę. Łatwiej mi powiedzieć czego nie chcę, niż określić czego tak naprawdę chciałabym się dowiedzieć. No bo zobacz sam...
Your eyes are wide
And though your soul
It can’t be bought
Your mind can wander
O polityce mówić, pisać, rozprawiać.. Ale i po co? Żeby sobie ciśnienie podnosić.. Żeby znów się zastanawiać co mądrego powiedział Mniejszy bratu małemu, co na ten temat myśli kaczodzioby i czy na pewno czerwoni będą się temu sprzeciwiać.. Czy ten co póki co jest tylko wysoki, a do wielkiego mu jeszcze wiele brakuje, zrozumiał wreszcie, że ten co jest buraczo opalony będzię tylko swoją prowadził grę.. Że diabelski wzrok świętej Marii nie zmieni nic ani w tej, ani w innej politycznej rzeczywistości, że i tak nie ważne jest to co się mówi, ani co się dzieje, póki korytem leje się ta sama strawa.. Póki któryś z samych swoich sam się nie udławi wspólnymi wymiocinami i nie będzie go można z czystym sumieniem wysadzić w kosmos pospulstwa.. To może już lepiej nie patrzeć na ten teatr skandalu kryzysu i III drogi, zwłaszcza że IV wciąż jeszcze nie nastała.. I może się zdarzyć, że podobnie jak z wojnami. Nie mam pojęcia jak będzie wyglądać nasz kraj w wersji IV ale w piątej może już nie być nawet jednego obywatela, żeby mógł światło zgasić.. Chyba, że ktoś jeszcze wierzy, że kaganek oświaty nigdy nie zagaśnie.. Póki my żyjemy, nie zagaśnie..
O sobie pisać mam.. Sama o sobie? Sama siebie podziwiać, samej siebie krytykować, sobie błędy wytykać i za sukcesy po swojej głowie swoją ręką głaskać siebie mam.. No skoro nikt inny nie chce.. Chociaż, z drugiej strony, skoro nikt nie chce, to ja nie będę się wygłupiać. Zresztą, tak zupełnie na spokojnie i bez emocji do tematu podchodząc, nic ciekawego sama o sobie nie powiem. Dlaczego? Bo słów zbyt wiele już zostało powiedziane. O mnie świadczyć ma droga, którą idę. Rzeczy, które za sobą zostawiłam. Te dobre, te złe, te nieistotne.. każde jedne.. Tak bardzo chcę, by moim świadectwem były czyny i fakty a nie słowa i chęci czy pragnienia.. Nie chcę stwarzać pozorów. Nie potrzebuję aury czy wyobrażeń. Chcę.. rzeczywistości. Chcę..
Mogę opowiadać.. snuć historię prawdziwe i nieprawdopodobne. Baśnie wplatać w legendy, na podstawie własnych przeżyć budować inny, lepszy świat. Poprawiać nieistniejące otoczenie, słowem rzeźbić i nadrabiać niedoskonałości wszystkiego co mogłoby, ale nigdy nie miało miejsca. Moglabym kłamać, wieszczyć, śnić na jawie, krzywoprzysiężyć.. Mogę litera po literze budować abstrakcję, do której nikt poza mną nie przyzna się.. A możę tylko mi się wydaje..
They know they can’t dance
At least they know…
Mogę krytykować. Przecież wszystko wiem, wszystko potrafię, widzialam wiele i nie jestem skażona przeszłością. Moim wyzwaniem dzień jutrzejszy i wszystko co ze sobą niesie potrafię znieść i wszystkiemu będę umiała czoło stawić. Przecież to moje rady najlepszymi będą, moje spostrzeżenia najcelniejsze, moja ocena najuczciwsz.. Bo ja.. jakbyś nie zauważył, taka właśnie jestem.. Naj.. i tu miejsce na dygresję w dygresji.. Jak nie wiele potrzeba, by własna wartość we własnych urosła oczach.. Sami siebie okłamujemy najlepiej. Sami swoimy myślami największe umiemy płatać sobie krzywdy i najrozmaitsze własnemu umysłowi potrafimy płatać figle. Sami siebie umiemy także w dobrą skierować stronę. Tylko musimy w to uwierzyć.. Czasem trzeba umieć po prostu zobaczyć to, co wokół. Czasem po prostu trzeba w to uwierzyć. Czasem trzeba też pewne rzeczy zignorować.. A co trzeba pominąć a czemu zawierzyć.. a to już zupełnie insza inszość .. zupełnie..
Więc o czym powiedzieć mam.. Pomyślę ..
niedziela, 17 grudnia 2006
wrocilam ze spa........i?
Nie dowiesz się.. , nie usłyszysz zapewne nigdy tych dwóch słów.. a może właśnie, na przekór i tym razem stanie się.. I jednak kiedyś, w zaufaniu, szeptem - tak by nikt nie słyszał - powiem to tylko do Twoich uszu.. Kto wie..
Na ekranie
on ją kocha i umiera dla niej.
My wierzymy, bośmy zakochani
dla nas to jest prawda, a nie gra.
Teraz to Ty musisz mi wybaczyć.. Co za on? i czemu go tu przywlokłam. Czy to oznacza, że w świat mojej wyobraźni wkroczyła jeszcze jedna istota? Czyżbym uznała, że z braku wrażeń i gdy akcja kuleje, trzeba w czysto hollywoodzkim stylu wpleść dawno nie widzianą kuzynkę mojej przyszywanej Babci, która właśnie niedawno wróciła z wewnętrznej emigracji..hehe Nie.. chyba nie..
Jesteśmy sami, można nawet rzec z pełną premedytacją, a może nawet z premedytacji nadmiarem, że jestem tu sama. Wiem, pamiętam, oświadczam. Sama do siebie, choć przecież do Ciebie kieruje słowa. Sama ze sobą prowadzę ten nienachalnie błyskotliwy dyskurs.. czasem - jak to w dyskursie - z kursu zbaczam, czasem na własciwą nie umiem wrócić drogę.. Ale tak sobie czasem, przy świetle nocy gaworzymy, przekomarzamy się, żyjemy..
Ale o co tak właściwie chodzi? O ust smak, o oddechu kolor, który się w powietrzu rozmywa? O zapach włosów, o kształt dłoni.. o figurę, o dotyk.. o palący gorąc warg, o zabójczą ostrość paznokci.. o zarys ud, o bieliznę, która skrywa każdej słodyczy łyk.. O spojrzenia, o słowa, o gesty.. O bliskość, tęsknotę, niedosyt i skrępowanie.. o wstyd i wstydu oswajanie, o szepty, śpiewy i westchnienia, o noc, o dzień.. o delikatność skóry, o twardość charakteru, o jedność celu, o różnicę myśli, o życie, o śmierć.. o to by być, o to by nie być sama.. o tak wielką odmienność, o tak doskonałe dopasowanie.... i czy to o to chodzi..
O spokój chodzi.. zaspokojenie własnej potrzeby dawania.. umiejętność czerpania radości z każdej chwili, gdy trwa, gdy przemija.. swiadomość tego, co jeszcze przede mną.. brak żalu za to co minęło, za to czego nie doświadczyłam.. spokój spojrzenia, gdy wypatruje się jutrzejszego świtu i spokój duszy gdy wczorajszy dzień układa się do snu.. By mieć gdzie wracać, by móc powiedzieć "mam".. by nie bać się, by ze strachu nie móc zrobic nic.. żyć.. pełnią życia żyć.. I znów spytam, jak moge domagać się tego od nieznanej mi osoby.. skoro sama tak do końca nie wiem, czy to wszystko umiem dać..
Uśmiecham się.. wbrew wszystkiemu.. w zgodzie ze wszystkim. Nie potrzebuje szklanki do połowy pustej, by rozlewać to co do połowy wypełnia ją.. Muszę nauczyć się patrzeć. Widzieć. Dostrzegać.. Spojrzenie - to za mało. Rzut oka może zwieść.. Otworzyć oczy trzeba.. przestać grać rolę ślepca, który pośród głuchych może robić za mędrca. Swój budować świat, swoje wznosić modlitwy, swój czynić dzień. Nauki codziennie brać..
i znowu północ wybije, kury śpią, koguty śpią, psy śpią, ludzie śpią, a ja się drę..
Nie.. nie piłam.. Tylko.. no właśnie.. skąd taki porwany wypowiedzi tok.. dlaczego sama nie mogę się uspokoić i tylko rzucam słowami, które całości żadnej nie tworzą.. co to za myśl, którą teraz tak bardzo podzielić się chcę.. Co się dzieje,.. co się dzieje...?
hmm................
czwartek, 14 grudnia 2006
smutek
chyba powinnam zaczac myslec bardziej konstruktywnie,ale czy potrafie czuje zal troske osamotnienie....kiedys ktos mi powiedzial ze latwiej jest cos stracic niz potem odzyskac.hm....ja stracilam bezpowrotnie nie umiem sie cieszyc nie potrafie zapomiec czuje pustke.nie ma go sa marzenia o tym ze byl ze bedzie nawet nie zdazylam go zobaczyc.straszne.......czy to moja wina....boze za co nas tak kazesz za co doswiadczany takich strasznych doznan......przestaje wierzyc w boga w jego milosc zabral mi czastke samej mnie ...kiedy serce staje umiera wszystko inne nic nie ma sensu nic nie ciszy .........jestem w strasznym stanie..choc udaje przed nim ze jest dobrze ze nie boli......sama siebie chce oszukac
tak życie jest cudem pod warunkiem ze zyjemy w zgodzie ze soba,niestety czesto nie żyjemy zauważylam że coraz wiecej ludzi ucieka od siebie samego udajac kogos kim nie jestesmy.......dawno mnie nie bylo tyle sie zmienilo...
według metryki 30 letnia kobieta wedlug stanu ducha nadal dziecko .życie nauczylo mnie twardego stapania po ziemi lecz nadal nosze glowę w chmurach...
notka napisana w pazdzierniku..hmm
wtorek, 30 maja 2006
smutno mi
 .............................................................co za pogoda ,poczatek czerwca a ubieram sie jak zima mam dość ,chce odpoczac wyjechac gdzies daleko daleko.......
czwartek, 30 marca 2006
trzeba zaznaczyc tekst....
Mowic szczerze a raczej piszac .. od kilku nocy miewam naprawde piekne sny i co najwazniejsze jestem w nich bardzo szczesliwa, tylko zastanawiam sie dlaczego tak nie moze byc na jawie!
Kazde nowe przezycie jeste dla mnie "lekcja" ..ale jeszcze nie wiem co wynioslam z tej "lekcji".
Nic sie własciwie nie zmieniło I wszytko po staremu zostało Tylko troche mniej szczęścia i bliskości zbyt mało Tylko czasem tak pusto Coś powoli zamiera... To Tęsknota i samotność codziennie doskwiera...
Czy pamietasz jak mowilam Ci ze jestes dla mnie wszystkim? Ja pamietam i tak jest nadal !! ;(
środa, 29 marca 2006
czy ja umiem kochać....???
wtorek, 28 marca 2006
kokietka...:)
...oj nie..nie ...nie!!!!!!!! chyba nie ;)
|